Czytany Wpis

Jak to wszystko się zaczęło?

Na pytanie postawione w tytule niniejszego wpisu odpowiedzieć nie będzie łatwo, głównie ze względów metrykalnych. Niestety, ale Starego Nudziarza z powodu podeszłego już wieku dopada powoli demencja, zaś Młody Nudziarz w tamtym czasie na łóżko wchodził po drabinie

Jak to wszystko się zaczęło?

Na pytanie postawione w tytule niniejszego wpisu odpowiedzieć nie będzie łatwo, głównie ze względów metrykalnych. Niestety, ale Starego Nudziarza z powodu podeszłego już wieku dopada powoli demencja, zaś Młody Nudziarz w tamtym czasie na łóżko wchodził po drabinie, więc też mam prawo nie kojarzyć wszystkiego. Z całą pewnością wydarzyło się to jednak w okolicach świąt Bożego Narodzenia, zaś kwestią otwartą pozostaje ustalenie roku, kiedy to miało miejsce. Wydaje się, że wówczas Młody Nudziarz zaliczył już połówkę dekady lub był góra o jedną wiosnę starszy (czytaj: miał 5 bądź 6 lat). Jednak najistotniejsze w tej historii jest spostrzeżenie, którego dokonał w tamtym czasie Stary Nudziarz obserwując swoją pociechę, ponieważ dostrzegł, iż młodego człowieka ciągnęło coraz bardziej do elektroniki, zaś strażaki Samy i jemu podobni zaczęli tracić gwałtownie na atrakcyjności.

Stary Nudziarz nie chcąc ryzykować, że ręce jego najmłodszego współlokatora będą dotykać jego ukochanego laptopa, dość szybko wykoncypował sobie (lub mówiąc po ludzku: wpadł na pomysł), by nabyć z drugiej ręki sprzęt, który da się podłączyć do telewizora. Rynek wtórny miał gwarantować rzecz jasna, że budżet domowy nie zostanie specjalnie nadwyrężony, bo gniew szanownej małżonki potrafi być straszny, zwłaszcza przed świętami. Ta decyzja nomem omen okazała się kluczowa, ponieważ był to czas, gdy na rynku królować już zaczynały konsole 4 generacji (Playstation 4 i Xbox One), więc trzeba było szukać czegoś z poprzedniej formacji, a w niej o dziwno liderem sprzedaży okazała się konsola od Nintendo (często nazywanego też Big N). I to właśnie sprzęt tej firmy postanowił zakupić Stary Nudziarz, ale wcale nie o popularność tego urządzenia poszło (tym bardziej, że do Polski jakoś Nintendo nigdy nie miało szczęścia). Otóż Nintendo Wii - bo o nim mowa - miał opinię rozwiązania przyjaznego dzieciom oraz wręcz stworzonego do zabawy w kilka osób.

Z perspektywy czasu śmiało możemy napisać, że nie było ani krzty przesady w tych ocenach, choć warto rozprawić się z mitem, że to sprzęt wyłącznie dla najmłodszych. To tak jakby twierdzić, że filmy z MCU są wyłącznie dla dwunasto- czy trzynastolatków, choć Stary Nudziarz akurat wydaje się momentami podzielać tę ostatnią opinię. Owszem wiele gier ze względu na tematykę i sposób rozgrywki ma znacznie niższy próg wejścia niż typowa gra dla PlayStaion czy Xboxa, ale fun jaki im towarzyszy ma bardzo uniwersalny charakter i trafia do osób w bardzo różnym wieku. Co więcej można odnieść wrażenie, że osoby w wieku 9-18 lat niekoniecznie wydają się być targetem dla tego typu rozrywki. Tę opinię w dużej mierze wzmacniał też nowatorski sposób sterowania, który zakładał - w teorii przede wszystkim, bo tak naprawdę wiele zależało od konkretnej gry, a z tym bywało różnie - większą aktywność ruchową oraz niekoniecznie nadawał się do zabawy z tyłkiem posadowionym na kanapie. Ponadto - tak przynajmniej twierdzi Stary Nudziarz - dla Wii nie brakowało wcale tytułów z kategorią wiekowa PEGI 18, czyli dla naprawdę dużych chłopców i dziewczynek.


Tak czy siak to właśnie wówczas Nudziarze mieli okazję przekonać się, że wspólne granie sprawia im fantastyczną frajdę, ale niestety z upływem czasem i przybywającymi centymetrami dla długości Młodego Nudziarza i obwodu Starego Nudziarza, pojawiła się potrzeba wymiany sprzętu (głównie poszło o możliwość dostępu do nowych popularnych tytułów). Tym sposobem Wintendo (jak mawiał wówczas Młody) wylądowało na jednym z portali aukcyjnych, zaś w domu pod telewizorem zagościł Xbox One. Choć z tym ostatnim nadal spędziliśmy wiele fantastycznych chwil, to chyba rodzaj frajdy wynikającej z obcowania ze sprzętem Nintendo z wielu powodów jest nie do powtórzenia. Chyba zadziałać musiała tutaj legendarna magia Wielkiego N.

Na sam koniec zostawiliśmy listę tytułów, które dostarczyły nam najwięcej frajdy. Być może ktoś sposobi się do zakupu “bohatera” tego wpisu, więc na dobry początek może będzie chciał skorzystać z naszej rekomendacji.

Lego Star Wars: Clone Wars

O dziwo najwięcej czasu zabrała nam gra dostępna również na innych platformach, czyli nie ze stajni Nintendo. Po części może to pokłosie kiełkującego już powoli uczucia Młodego Nudziarza do uniwersum Gwiezdnych Wojen (patrz fota niżej) i duńskich klocków, ale z całą pewnością nie tylko tutaj zagrało. Świadczyć o tym może fakt, że Stary Nudziarz też niesamowicie wkręcił się w zabawę i zdobywanie kolejnych złotych klocków oraz odkrywanie sekretów. Zresztą po dziś dzień to jeden z naszych ulubionych reprezentantów gier w uniwersum Lego.

Mario Sports Mix

Tę pozycję też można uznać, za kolejne zaskoczenie, ponieważ nie jest to marka - jak się wydaje - która zyskała jakieś szczególne uznanie w oczach graczy, przynajmniej jeśli mierzyć to ilością sprzedanych kopii. W naszym wypadku chyba poszło o to, że w dużej mierze jej twórcy wykorzystali zalety kontrolerów, przez co najlepiej sprawdzała się ona właśnie w grze w parach, ponieważ potrząsaniu kontrolerami towarzyszyły salwy śmiechu.

Mario Kart Wii

Klasyka gatunku. Kto nie grał ten nie zna świata (tego spod szyldu Nintendo), a przynajmniej ma z naszej strony embargo na wyrażanie opinii na temat Big N. Stosunkowo niedawno wyszła jakaś wersja na urządzenie mobilne, ale to ponoć raczej jakieś marne popłuczyny, co jest charakterystyczne w przypadku działań Nintendo na rynku urządzeń przenośny (za wyłączeniem ich własnych handheldów). Warto zaznaczyć, że to pierwszy tytuł na tej liście, który nie traci za wiele, jeśli gramy w pojedynkę, choć oczywiście grając z kolegą czy koleżanką tylko zyskuje.

Mario Strikers: Charged Football

Futbol, o którym mówi tytuł, jest raczej sporym nadużyciem w tym wypadku. Z resztą to słówko pojawi się wyłącznie w dystrybucji na rynku europejskim oraz australijskim, ponieważ w oryginale stoi Mario Strikers Charged. Wprawdzie są tutaj dwie bramki i piłka zazwyczaj bywa kopana przez “zawodników”, ale cała reszta to wykwit wyobraźni jej twórców. Nie bacząc jednak na te zawiłości językowe, sami bawiliśmy się znakomicie. Niestety należy przy tym napisać, że w naszej opinii jest to pozycja, która raczej się zupełnie nie broni, jeśli chcemy grać solo.

Need For Speed: NITRO

Młody Nudziarz średnio sobie wówczas jeszcze radził z tego rodzaju grami, ale Stary Nudziarz brał na to poprawkę i kiedy trzeba było zdejmował nogę z gazu. Jako reprezentant legendarnej już serii wywalczył sobie miejsce w tym zestawieniu, choć trzeba przyznać, że to głównie Stary Nudziarz naciskał na to.