Czytany Wpis

TOP 5 RTS-ów mojej młodości

Tym razem Stary Nudziarz przedstawia 5 gier z kategorii RTS, w które zagrywał się nastolatkiem będąc.

TOP 5 RTS-ów mojej młodości

Tak, tak, w tytule dzisiejszego wpisu nie ma żadnego błędu! Staremu Nudziarzowi dekady temu zdarzyło się być młodym, a przynajmniej w sensie biologicznym, bo mentalnie to odkąd pamiętam jestem umysłowym emerytem. Tym niemniej ostatni tekst na tyle mnie rozochocił, że postanowiłem kilka kolejnych poświęcić temu, w co się grało w latach 90-tych czy na początku XXI stulecia. Oczywiście to będzie spojrzenie z perspektywy piszącego te słowa, ale wydaje mi się, że byłem dość standardowym przypadkiem gracza, czyli rypałem w te same tytuły, co większość nastolatków w tamtym okresie.

Dzisiaj napiszę o mojej drugiej obok FPS-ów trzyliterowej fascynacji , czyli o strategiach czasu rzeczywistego, które od angielskiego nazewnictwa skraca się do RTS (Real Time Strategy). Chodzi o gry, w których - przynajmniej w teorii - bardziej od szybkich palców i celnego oka liczy się planowanie własnych posunięć oraz umiejętne podejmowanie decyzji. Trzeba niestety przyznać, że w przypadku niektórych produkcji nierzadko refleks i sprawne posługiwanie się myszką było kluczem do sukcesu i takie gry nabierały wówczas zręcznościowego charakteru. Tym niemniej nawet w przypadku tych ostatnich istniała pewna cech, która oddzielała je od typowych zręcznościówek w rodzaju Cannon Fodder-a czy Syndicate. Każdy RTS stał na dwóch nogach, choć ciężar mógł być różnie rozkładany. Mieliśmy bowiem wyraźnie zarysowany aspekt ekonomiczny, który sprowadzał się do gromadzenie wymaganych surowców i budowanie na ich bazie własnej infrastruktury. Ta ostatnia koniec końców służyła do tego, by produkować jeszcze więcej i jeszcze szybciej wszelakie narzędzia służące do niszczenia wrażych sił.

To byłoby tyle tytułem wstępu i zapraszam do lektury mojego zestawienia.

Pozycja I: Dune II (1992)

To był jeden z dwóch RTS-ów (oba znajdują się na mojej liście), przy których spędziłem naprawdę długie godziny jeszcze na Amidze. Tym niemniej z tej pary to właśnie Dune 2 była pierwszą produkcją RTS w moim życiu, z którą miałem styczność i zdecydowanie bardziej ją wówczas poważałem niż ten drugi tytuł, co miało też swoje przełożenie na “tyłko-godziny” spędzone przed monitorem.

Gra w warstwie fabularnej nawiązuje do prozy Franka Herberta (nota bene w tym roku doczekać się powinniśmy wreszcie kinowej adaptacji w reżyserii Denisa Villeneuve’a), tym samym akcja dzieje się na pustynnej planecie Arrakis, która mimo skrajnie nieprzychylnych warunków do życia jest łakomym kąskiem dla możnych tego świata (czy właściwie wszechświata). Chodzi o spotykany tylko tam melanż, czyli przyprawę o narkotycznych właściwościach, ale również o bardzo specyficznych zastosowaniu. Jakaś substancja w nich zawarta wpływa na wydłużenia życia, co już samo w sobie jest silną pokusą, ale nade wszystko pozwala na wgląd w przyszłość, co z kolei wykorzystywane jest przy podróżach w kosmosie. Nie może więc dziwić, że staje się ona - tak w książce i grze - polem walki zwaśnionych rodów.

W efekcie w grze mamy do wyboru trzy zwalczające się obozy, czyli Atrydów, Ordosów oraz Harkonnenów. Decyzja w tym zakresie przez większą część zabawy nie wpływa specjalnie na to, co i jak się dzieje na ekranie, ponieważ zarówno budynki oraz jednostki, która są dostępne dla każdego z rodów, są w zdecydowanej większości wspólne. Dopiero końcowe misje wprowadzają po dla każdej ze stron po jednym unikalnym budynku oraz pojeździe. O ile te nowe machiny wojenne, choć bardzo różnią się od siebie, nie wpłyną jakoś specjalnie rozgrywkę (nie dają jakiejś wyraźnej przewagi), to niestety w przypadku dodatkowej budowli nie można powiedzieć tego samego, w efekcie czego najłatwiej - i to w sposób wyraźny - gra się Harkonnenami, który mogą wystrzeliwać co jakiś czas rakietę siejącą spustoszenie w konstrukcjach wrogów.

Pozycja II: The Settlers (1993)

Trochę się zastanawiałam czy umieścić ten tytuł na liście, ale sentyment okazał się silniejszy niż ewentualne wątpliwości. Tym bardziej, że przez pewien czas to był przyczynek do patrzenia z wyższością na pececiarzy, ponieważ The Settlers powstał najpierw na komputery Amiga i dopiero później przeniesiony na PC-ty.

Jeśli chodzi o wspomniane wątpliwości, to mam tutaj na myśli charakter rozgrywki czy też cel zabawy. Otóż w przypadku The Settlers praktycznie nie występuje wątek militarny, który w przypadku RTS-ów zwyczajowo wysuwał się na pierwszy plan, gdzie rozwój infrastruktury służyć miał możliwości wystawienia jeszcze większej i bardziej niszczycielskiej armii. Wprawdzie w The Settlers możemy i powinniśmy nawet tworzyć “zbrojnych”, by ci chronili naszych włości, ale nie jest to ani celem, ani istotą całej zabawy. Ta bowiem się sprowadza do umiejętnego kierowania rozwojem naszej społeczności oraz zarządzanie topniejącymi zasobami (w tym żywnością), by ich ostatecznie nie zabrakło. Z tej perspektywy tej grze bliżej było do tytułów w rodzaju SimCity niż chociażby do Dune 2.

Pozycja III/IV: Warcraft: Orcs & Humans (1994)/Warcraft II: Tides of Darkness (1995)

Zbiłem te dwa tytuły w jedną pozycję, dając przy tym im miejsca 3 oraz 4, ponieważ pod względem fabuły (to raczej oczywiste), mechaniki czy ogólnych zasad rządzących rozgrywką są one do siebie bardzo podobne, ale mimo wszystko obcowanie z nimi dostarcza zdecydowanie różnych wrażeń. To co je przede wszystkim dzieli - oprócz roku produkcji - to nade wszystko grafika. Mimo relatywnie niedużego odstępu między ich premierami ma się wrażenie, że upłynęło znacznie więcej czasu. To właśnie prawdopodobnie z tego powodu znacznie więcej czasu spędziłem przy Tides of Darkness i bez cienia wątpliwości jest to RTS, gdzie dorobiłem się największych odcisków na tyłku. Dlatego też w tym miejscu głównie będę się odnosił do drugiej odsłony tego kultowego RTS.

Akcja obu części opowiada o wojnie między ludźmi oraz orkami, przy czym twórcy Warcrafta w drugiej odsłonie wskazują, że pierwsza z nich zakończyła się triumfem “zielonej zarazy”. W efekcie ludzie musieli porzucić własne ziemie i zbiec do krainy Lordaeron, by tam szukać schronienia, a nade wszystko pomocy w odzyskaniu utraconych terytoriów. Takie wsparcie udaje się im ostatecznie uzyskać od tamtejszego władcy, co ma przełożenia na rozgrywkę, ponieważ opowiadając się po stronie ludzi do dyspozycji będziemy mieli również krasnoludy i elfy.

Pozycja V: Earth 2140 (1997)

Z całą pewnością nie była to najlepsza gra w tamtym czasie, więcej nawet: nie sądzę by znajdowała się w bardzo szerokiej czołówce w swojej kategorii. Tym niemniej wspominam tutaj o niej, ponieważ relatywnie dużo czasu przy niej spędziłem i chociażby z tego powodu darzę ją sentymentem znacznie większym niż ona na to zasługiwała. Co więcej: była to pierwsza gra na PC, którą nabyłem z legalnego źródła, co w tamtym czasie było dość ekstrawaganckim posunięciem. Wszystko to za sprawą rodowodu tej produkcji, gdyż jej twórcy pochodzili z kraju nad Wisłą i tym samym chciałem choć odrobinę nagrodzić ich trud.

Co do samej gry, to opowiada ona o konflikcie, który ma miejsce na naszej planecie w tytułowym 2140 roku. W zamyśle twórców świat się wówczas podzielił wyraźnie na Wschód i Zachód, które to strony konfliktu rywalizują w bezwzględny sposób o kończące się zasoby na Ziemi. Jak widać fabuła była pretekstowa, czyli powstała jeno po to, by jakoś uzasadnić naparzankę, którą zaserwowali nam twórcy. Tym niemniej cała reszt wynagradzała z nawiązką ten niedostatek. Grafika była na co najmniej przyzwoitym poziomie, ale prawdziwe wrażenie robiła różnorodność jednostek i skala potyczek, w których uczestniczyły dziesiątki pojazdów.

Niestety największą wadą z mojej perspektywy był stopień trudności gry, w jakiejś tam części wynikający z tego rozmachu. Po prostu za szybko i za dużo się działo jak na moje możliwości i momentami zabawa zmieniała się ledwo kontrolowany chaos.

W tym miejscu kończy się moja opowieść o RTS-ach, zresztą jak moja przygoda z tym gatunkiem gier. Niedługo po moich ostatnich starciach w Earth 2140 całkowicie odwróciłem się od tej formy rozrywki i w przypadku strategii postawiłem zdecydowanie na podejście turowe. Tak mi zostało do dzisiaj, choć z niezbyt długimi epizodami związanymi z Age of Empires II czy Cossacks. Z reszta oba te tytuły dość mocno odeszły od pierwotnego schematu RTS-ów, choć oczywiście pionierem w tym zakresie byli twórcy tej pierwszego tytułu (AoE). Niestety w moim odczuciu w pewnym momencie RTS miały coraz mocniejszy rys “zręcznościowy”, gdzie planowanie schodziło na dalszy plan i liczyło się umiejętność sprawnego przesuwania dziesiątek czy nawet setek jednostek po coraz rozleglejszych obszarach. Dlatego też dzisiaj prędzej odświeżę sobie Warcrafta niż chociażby Earth 2140, bo przy tym pierwszym nadal się będę bawił przednie, a w przypadku drugiego męczył niemiłosiernie.

P.S. Jeśli ktoś uważa, że jakiś tytuł z tamtego okresu został przeze mnie niesprawiedliwe pominięty, to dajcie znać w komentarzach.