Czytany Wpis

O Team Fortress 2 słów kilka

Kilka słów na początek o Team Fortress w drugiej odsłonie, czyli strzelaninie nie do końca serio.

O Team Fortress 2 słów kilka

Dzisiejszy wpis poświęcony zostanie kolejnej grze firmowanej przez Valve Corporation, ale bynajmniej nie dlatego, że Nudziarze mają jakąś słabość do tego wydawcy (no może trochę mniej dotyczy ta uwaga Starego Nudziarza, który bardzo ceni to co robią właściciele platformy Steam dla rozwoju możliwości grania na systemach operacyjnych opartych na Linuksie). Otóż była to jedna z pierwszych - o ile nie pierwsza w ogóle - strzelanka wieloosobowa, w którą dość regularnie pogrywał Młody Nudziarz i chociażby z tego powodu należy się jej trochę uwagi z naszej strony.

Oczywiście skoro jest “dwójka” to musiała istnieć jej poprzedniczka i faktycznie tak było, ale nie było dane Nudziarzom się z nią zapoznać, więc wspominamy o niej z kronikarskiego obowiązku. Dzisiaj jest ona znana jako Team Fortress Classic i początkowo był to - a jakże - mod do pierwszej części Half-Life, czyli tym samym mamy do czynienia z tytułem, który powstał jeszcze pod koniec ubiegłego stulecia. “Dwójeczka” już na dobrze nam znanym silniku Source miała swoją premierę w październiku 2007 roku, więc to również tytuł z naprawdę długą - jak na gry komputerowe - historią. Tym niemniej mimo upływu lat cieszy się ona niesłabnącą popularnością. Wystarczy przy tej okazji wspomnieć, że na jesieni zeszłego roku pobiła ona swój dotychczasowy (ustanowiony jeszcze w 2012 roku) rekord osób grających w tym samym czasie i wyniósł on ponad 130 tysięcy graczy. Zaiste wynik imponujący mimo że gra ma swoje bolączki i chyba nie należy do projektów, które Valve otacza jakąś wyjątkową troską. Co więc stanowi o sile tego tytułu, któremu za nieco ponad rok stuknie 15 latek? Wydaje się, że “oryginalna” grafika oraz duża dawka humoru, w którą ta gra została opakowana. Jeśli do tego dodamy wierną społeczność, to wówczas mamy gotowy przepis na długowieczność.

Jeśli chodzi o stronę wizualną to strzałem w dziesiątkę okazało się nadanie całości bardziej kreskówkowego (wręcz karykaturalnego) niż realistycznego sznytu. Taka konwencja graficzna powoduje, że pewna prostota rozwiązań w dużo mniejszym stopniu rzuca się w oczy po latach niż w przypadku rozwiązań sprzed dekady, który na miarę ówczesnych możliwości starały się wiernie naśladować rzeczywistość. Jest kolorowo i przaśnie, krótko mówiąc: dość wesoło. I to jest właśnie ten drugi aspekt, który w dość naturalny sposób budzi sympatię do tego tytułu, czyli duża dawka humoru towarzysząca grze, jak i akcji promocyjnej, która towarzyszyła premierze gry. Otóż Valve wypuściło wówczas serię niedługich filmików, które prezentowały poszczególne postacie, którymi możemy sterować podczas zabawy (w sumie jest ich dziewiątka). Poniżej zamieściliśmy filmik, który został dość profesjonalnie “spolszczony” i dotyczy Medyka.

Każda z dostępnych w grze klas to prawdziwy “oryginał” i Valve w początkowej fazie położyło na to duży nacisk. Swego czasu zaprosili nawet do współpracy dość poczytnego twórcę komiksów, Michaela Avon Oeminga, by nauczył ich jak tworzyć postacie z pełnokrwistym charakterem. Nie wiem na ile te korepetycje okazały się przydatne, ale z całą pewnością efekt końcowy jest więcej niż zadowalający, bo otrzymaliśmy zbieraninę przezabawnych - czasami w dość makabryczny sposób - postaci, ale o tym już innym razem.