Czytany Wpis

TF2: M jak Medyk

Wielki powrót cyklu o postaciach TF2. Tym razem na tapet wzięty został Medyk.

TF2: M jak Medyk

Jako że powoli nam się rozkręca kolejna - bodajże już czwarta - fala covidowych atrakcji, odświeżając cykl wpisów o wesołej kompanii wesołych trepów znanych z Team Fortress, postanowiłem się przyjrzeć chyba najbardziej nietypowej postaci z tej gromadki. Jak zapewne się domyślacie (udawajmy, że nie zarejestrowaliście tytułu tego tekstu) chodzi o Medyka.

Czemuż to jednak uważam, że jest to najbardziej odstająca persona spośród wszystkich postaci, jakie możemy spotkać w TF2? Czyż nie jest on równie szalony i okrutny jak pozostali jego kompanii? Z pewnością charakterologicznie od nich nie odstaje, jednak ma dość nietypowe zadania, które zrzucone zostały na jego wątłe barki. W tym kontekście warto wspomnieć, że był pierwszą postacią, która otrzymała w TF2 aktualizację, co było podyktowane tym, że u zarania tej gry była to najrzadziej wybierana postać spośród wszystkich dostępnych. Działo się tak za sprawą mizernego potencjału ofensywnego, jaki charakteryzował Medyka na starcie tej produkcji. Obecnie dramatu nie ma i tym samym Medyk ma czym postraszyć członów wrażej drużyny, ale nadal jest to postać przede wszystkim wspierająca działanie pozostałych członków drużyny.

Co ciekawe Medyk nie jest w stanie uleczyć samego siebie, co paradoksalnie ma trochę sensu, jeśli wziąć pod uwagę inklinacje tego miłośnika gołębi, bowiem serca, które w jego piersi bije, żadną miarą nazwą jego ulubionego ptactwa nie da się określić. Rzekłbym, że perspektywa wizyty w gabinecie specjalisty tej klasy powoduje, iż popularne stwierdzenie jakoby lepiej jest zapobiegać niż leczyć, nabiera zgoła innego znaczenia. Nikt nie chciałby trafić pod opiekę takiego “fachowca”, bo może i wiedzę w tym zakresie posiada nielichą, ale etyka to pojęcie zupełnie mu obce.

Jak w przypadku praktycznie każdej postaci, jaką dotąd omawialiśmy na łamach tego bloga, bardzo niewiele mamy o Medyku informacji. Z pewnością pochodzi on z Niemiec, gdzie się urodził i wychował. Tam też wprawiał się w swoim rzemiośle. Ale to byłoby właściwie wszystko, co wiemy o jego przeszłości. Byłbym zapomniał: wiemy, że na imię mu dano Ludwik.

O gołębiach już krótko było, więc tylko wspomnę, że jego ulubieniec nazywa się Archimedes i tym wyróżnia się od pozostałych latających towarzyszy, że notorycznie jest ubrudzony krwią, o co w sumie nie jest trudno w gabinecie Medyka. Imię Archimedes miało być wyrazem hołdu dla starożytnego uczonego, który znany jest między innymi za sprawę swego umiłowania do nudyzmu. Nie to jednak bynajmniej Medyk w tym greckim badaczu cenił, ponieważ bohater niniejszego wpisu również w pierwszej kolejności ma się za naukowca, choć jego zainteresowania są dość specyficzne.

By mieć pełen obraz z kim tutaj mamy do czynienia, kończąc wspomnę o jeszcze jednej kwestii. Otóż swego czasu Medyk zawarł umowę z samym Diabłem, obiecując mu rzecz jasna własną duszą w zamian  za jakieś tam profity na ziemskim padole. Rzecz jasna nie byłby on jednak sobą, gdyby nawet w relacji z siłami mroku nie wykombinowała czegoś.  Otóż chirurgicznie dodał sobie osiem innych dusz (prawdopodobnie pozostałych członków własnej drużyny). I jak tu nie lubić typa.