Czytany Wpis

Serial Łasuch: 10 największych różnic względem komiksu

Analizujemy serial "Łasuch" pod kątem różnic z jego komiksowym pierwowzorem.

Serial Łasuch: 10 największych różnic względem komiksu

No to mamy już to za sobą pierwszy sezon Łasucha. Chyba należałoby przy tym od razu dodać “niestety”, bo chciałoby się zdecydowanie więcej. Tym bardziej, że dziwnie krótki był ten premierowy sezon, choć z drugiej strony mimo stosunkowo niewielkiego “metrażu” był też odrobinę nierówny. W efekcie serial przeplatał znakomite odcinki tymi wyraźnie słabszymi i w pewnym sensie dopiero w drugiej połowie nabrał prawdziwego rozpędu. Z resztą w ramach jednego epizodu nie zawsze udało się twórcom utrzymać równy poziom opowieści. Tym niemniej jako całość należy ocenić bardzo wysoko tę produkcję Warner Bros.

Tak, właśnie Warner Bros (to ci od Batmana i Spółki), a nie żaden Netflix jest odpowiedzialny za ostateczny kształt całości. Dlatego nie dajcie się zwieść wciskanym na potęgę hasłom “Netflix Originals”, bo to często gęsto zwykła blaga albo w najlepszym razie zwykłe robienie zamieszania. Co więcej: pierwotnie ten serial miał zadebiutować na innej platformie streamingowej, ponieważ jeszcze w 2020 przymierzany był do Hulu i dopiero w kwietniu zeszłego roku doszło do wolty w tym zakresie. Warto jednak wiedzieć, że Łasuch to produkcja i własność Warnera, czasowo “oddelegowana” do Netflixa (nie za darmo z resztą). Z resztą Warner Bros Television od zawsze swoimi serialami wspiera nie tylko siostrzane kanały czy usługi jak HBO, CW, TNT czy chociażby Cartoon Networks, ale odpowiada za rozrywkę serwowaną przez NBC, CBS, ABC, Disney+ czy Netflixa właśnie.

Druga rzecz, być może nie do końca przez szerszą publiczność rozpoznana to rodowód samej historii, ponieważ w tym wypadku mamy do czynienia z ekranizacją komiksu DC, choć spoza głównej linii wydawniczej. A ściślej rzecz biorąc: “Łasuch” zadebiutował ponad dekadę temu w ramach już nie istniejącego wydawnictwa Vertigo (należącego do DC Comics), w ramach którego twórcy komiksowi mogli realizować swoje autorskie pomysły. Warto jednak dodać, że część z powołanych do życia postaci w ramach tego wydawnictwa weszło później do głównego uniwersum DC. A poza tym kilka pozycji z portofolio Vertigo doczekało się filmowych (między innymi znakomita “V jak Vendetta”) oraz telewizyjnych adaptacji (“iZombie”, “Lucyfer”), a kolejnego czekają w kolejce.

Niestety tytuły wydawane w ramach Vertigo nie zawsze - jak to dość często bywa - komercyjnie się broniły lub mówiąc po ludzku: kiepsko się sprzedawały, bo jak wiadomo ludzie lubią najbardziej to, co już dobrze znają i dlatego takie MCU od lat cieszy się ogromną popularnością mimo coraz bardziej wtórnego charakteru kolejnych produkcji. Tym niemniej - dzięki tej twórczej swobodzie - swego czasu dla Vertigo pisali najwięksi komiksowego świata lat 80-tych i 90-tych, czyli chociażby Alan Moore, Neil Gaiman czy Garth Ennis.

Twórca “Łasuch”, czyli Kanadyjczyk Jeff Lemire, to już reprezentant zdecydowanie nowszego pokolenia pisarzy, ale z całą pewnością obecnie to jeden z najbardziej rozpoznawalnych pisarzy młodszego pokolenia (znaczy się już nie tak bardzo młodego). Gusa na kartach komiksu powołał do życia ponad dekadę temu, ponieważ pierwszy tom przygód Łasuch wyszedł we wrześniu 2009 roku i w pewnych punktach różnił się dość mocno od tego, co zaserwowali nam twórcy serialu.

Od razu trzeba zaznaczyć, że Nudziarze nie są mocni w komiksy, by nie powiedzieć, że zupełnie się na tym medium nie znają. Tym niemniej z naszego tandemu to Stary Nudziarz jako psychofan Batmana coś tam w tej materii ogarnia. Jednakże nawet on nie miał okazji zapoznać się z materiałem źródłowym, tym niemniej przeczytał gdzieś kawałek wypowiedzi Jeffa Lemire’a, że w zasadzie zmiany wprowadzone w serialu przypadły mu do gustu. Postanowiliśmy więc przeprowadzić śledztwo, w wyniku czego dotarliśmy do ciekawego wpisu, w którym jest mowa o tych największych odstępstwach, na jakie poważyli się twórcy serialu w stosunku do komiksu utalentowanego Kanadyjczyka.

UWAGA: W dalszej części tekstu są duże spoilery, więc jeśli nie widziałeś lub nie czytałeś jeszcze “Łasucha”, a masz to w planach pozostaje się z nami w tym miejscu pożegnać.

10. Serial jest znacznie mniej mroczny niż komiks

Wiadomo DC, więc jakże mogłoby być inaczej. Otóż największą zmianą czy może najbardziej rzucającą się osobie zaznajomione z dziełem Lemire’a jest w pewnym sensie zmiana gatunku opowieści. Owszem sam komiks ma mocny sznyt fantasy, to jednak klima, jaki w nim panuje bliższy jest horrorowi niż baśni. Autor wpisu, na którym bazujemy, wspomina w tym kontekście inny film dziejący się postapokaliptycznych realiach, czyli “Drogę” z Viggo Mortensenem w roli głównej. Stary Nudziarz miał wątpliwą przyjemność obejrzeć ten ostatni i choć sam film jest znakomity, to naprawdę mentalnie go zmasakrował jak żaden tytuł od wielu lat.

Jeśli komiksowy “Łasuch” choć odrobinę przypomina “Drogę”, to stanowczo nie jest to lektura dla nawet nastoletnich czytelników.

9. Pubba (przybrany ojciec Gusa) to nie jest przyjemniaczek

W serialu Pubba przedstawiony jest jako troskliwy opiekun, który uratował Gusa z laboratorium, stworzył dla niego dom i pozwolił żyć - na miarę możliwości - jak każde normalne ludzkie dziecko. W komiksach jego obraz jest zgoła odmienny, ponieważ mamy do czyni z religijnym fanatykiem i to raczej niespecjalnie przyjaznym. Wystarczy wspomnieć, że zamiast tworzyć książki z obrazkami dla Gusa jak w serialu, to kopiował wersety z Biblii i to głównie te dotyczące przerażającej kary dla grzeszników.

8. Historia doktora Singha w komiksie zaczyna się w momencie, gdzie serial się kończy

Autor wpisu nie sprecyzował, czy wszystko co zostało przedstawione w serialu na temat Singha jest z punktu widzenia komiksu nieprawdziwe, o ile takie określenie przy takich porównaniach w ogóle pasuje. Natomiast jeśli chodzi o oryginalną historię, to jego postać pojawia się na kartach komiksu dopiero w momencie, gdy trafia do niego Gus. Jednak już wtedy doktor eksperymentował na dzieciach-hybrydach.

7. Dr Singh w serialu jest osobą o dość silnym kompasie moralnym od samego początku

W komiksie motywacja doktora, która pozwalała mu na zabijanie hybryd w drodze eksperymentów nie miała nic wspólnego z próbą ratowania żony. Chciał z jednej strony po prostu ocalić ludzkość kosztem cierpienia tych nowych istot, ale to wszystko było zabarwione przekonaniem o powołaniu do bycia zbawicielem ludzkości.

6. Odmienna historia Tommy’ego Jepperda

Z tych mniejszych zmian trzeba wspomnieć, że w komiksie Tommy był hokeistą (sport narodowy w Kanadzie, skąd pochodzi Jeff Lemire). W serialu mamy do czynienia z gwiazdą futbolu. Ta drobna zmiana wynika z nieco poważniejsze, ponieważ w oryginale Jepperd był białą osobą, a jak wiadomo mało jest czarnoskórych osób z powodzeniem ganiających za krążkiem.

Większych lub mniejszych modyfikacji jest ponoć więcej, ale największa dotyczyła jego żony i syna, których losu w serialu - przynajmniej na razie - nie poznajemy (od momentu porodu). Z komiksu wynika, że gdy jego żona była w ciąży, wówczas naukowcy przyjęli tę dwójkę, oferując pomoc. Jednak w tym wszystkim chodziło o chęć eksperymentowania z ich dzieckiem, gdyby urodziło się ono hybrydą. Niestety żona Tommy'ego zmarła podczas porodu i musiał on wypełnić misję dla tych naukowców, jeśli chciał pochować jej ciało.

5. Jepper zdradził Gusa w komiksie

Kiedy Tommy znalazł Gusa, wówczas uratował mu życie przed Ostatnimi Ludźmi. Potem raczej niechętnie podróżował z Łasuchem, by z czasem autentycznie się z nim zaprzyjaźnić. Tyle wersja telewizyjna.

W wersji papierowej Jepperd pomógł Gusowi tylko dlatego, że chciał przekazać go naukowcom licząc, że tym sposobem będzie mógł pochować wreszcie swoją żonę. Na szczęście z czasem w komiksie dochodzi do jego przemiany, więc obie rzeczywistości jakoś się do siebie zbliżają.

4. Jepperd i Gus wyruszają we wspólną podróż z całkiem innych powodów niż w komiksie.

W komiksie Gus nie szukał w ogóle swojej matki. Po prostu Jepperd obiecał mu, że w Kolorado jest rezerwat, który jest rajem dla dzieci takich jak on. Oczywiście było to kłamstwo, które miało sprawić, że Gus wyruszy z nim do siedziby naukowców.

3. Armia Zwierząt w serialu i komiksie to inne bajki.

W komiksach była grupa dzieci czy właściwie nastolatków, która ratowała hybrydy z rąk Ostatnich Ludzi, czy właściwie pomagała dorosłym w odbijaniu tych istot, ale motywacje były zgoła inne (zresztą ponoć jak niemal wszystko). W tym wypadku do czynienia mieliśmy z rodzajem kultu, który w jakiś religijny sposób czcił hybrydy właśnie.

2. Aimee i jej Azyl.

Aimee czy postać jej odpowiadająca nie występuje w komiksie w ogóle. Tak samo jak Azyl. I to by było na tyle, jeśli chodzi o ten punkt.

1. Generał Abbot

Generał Abbot jest czarnym charakterem zarówno w serialu, jak i w komiksach. W sumie chyba jest to postać najbardziej zbieżna, jeśli chodzi o różne media. Istnieją jednak pewne różnice między, ot chociażby taka, że w komiksach był liderem naukowców, eksperymentujących na dzieciach. No i ponoć “na papierze” był jeszcze bardziej okrutny i nieludzki niż w serialu.