Czytany Wpis

Gra Beholder, czyli spadkobiercy Orwella mają się dobrze

Seria gier Beholder opowiada o totalitarnym społeczeństwie na wzór tego znanego z kart “Roku 1984”. Sprawdzamy jak wyszło to jej twórcom.

Gra Beholder, czyli spadkobiercy Orwella mają się dobrze

Nie mamy pewności czy w przypadku dwóch samodzielnych gier i jednego DLC można już mówić o serii, ale coś czujemy, że ich twórcy nie powiedzieli ostatniego słowa. Co więcej ten tytuł był nam już wcześniej znany, ponieważ Młody Nudziarz grywał w pierwszego Beholdera jeszcze na Xboxie w ramach miesięcznej subskrypcji Game Pass. Tym niemniej w sobotni poranek wymyślił on sobie, że może odświeżyć tę produkcję. Jako że konsola od Microsoftu o wielu miesięcy głównie się kurzy, Stary Nudziarz staną przed dylematem, czy nabyć tę grę na własność czy odnowić Game Passa dla tego jednego tytułu. Szybko okazało się, że niespecjalnie jest nad czym się zastanawiać, ponieważ w ramach Steam za 3 dyszki można było wejść w posiadania obu części oraz DLC do pierwszej odsłony.

Wracając jednak do sedna tego wpisu, w dzisiejszym tekście będziemy się odnosić głównie do pierwszej części Beholdera, ponieważ jest nam jako tako znana, a z drugą odsłoną nie mieliśmy jeszcze przyjemności. Tym niemniej za obie części odpowiada ten sam deweloper pochodzący z Rosji. Można więc powiedzieć, że produkcję odpowiadają osoby, które teoretycznie dość dobrze znają prezentowane realia, nawet jeśli ze względów metrykalnych (młody wiek) nie zawsze z pierwszej ręki. Jak wiadomo z historii Rosja w dużo większym stopniu niż Polska doświadczyła okropieństw komunizmu, a poza tym nawet dzisiaj realia polityczne tego kraju dalekie są od wzorcowej demokracji. Znowu jednak niepotrzebnie idziemy w dygresje i to takie dość śliskie.

Głównym bohaterem i postacią w którą się wcielamy jest Carl, który pełni rolę zarządcy kamienicy. Tym niemniej nie jest to jedyne zadanie, a nawet niekoniecznie najważniejsze. Otóż władze totalitarnego państwa, w którym zamieszkuje ów osobnik, nakazują mu szpiegować lokatorów, których dobro - wydawałoby się - powinien on stawiać na pierwszym miejscu. Niestety Carl za bardzo nie ma wyboru, ponieważ na szali leży życie nie tylko jego, ale również najbliższej rodziny, więc skrupuły trzeba póki co odłożyć na bok. Tym niemniej w trakcie rozgrywki gracz będzie nieraz postawiony przed dylematem, gdzie stanie przed wyborem między odpowiedzialnością za rodzinę a zwykłym współczuciem wobec innych.

Gracz może podsłuchiwać mieszkańców budynku, a nawet - pod nieobecność najemców - sprawdzać ich dobytek w poszukiwaniu wszystkiego, co może jakoś zagrozić aparatowi władzy. Ten ostatni oczekuje rzecz jasna, że Carl zgłosi wszelkie przypadki łamania prawa czy działalności noszącej wywrotowe znamiona. Tym niemniej całość rozgrywki nie wygląda tak czarno biało, choć niekoniecznie mamy tutaj na myśli oprawę graficzną, o czym dalej. Twórcy Beholdera pozostawiają bowiem graczowi relatywnie duży wybór w zakresie podejmowania decyzji, choć każda z nich wiąże się ze szczególnymi konsekwencjami. Rzecz jasna możemy bezrefleksyjnie podążać za rozkazami władz, ale równie dobrze wybrać stronę zwykłych ludzi, którzy cierpią z powodu nieludzkich nakazów rządzących. Temu poczuciu ogólnoludzkiej solidarności może sprzyjać fakt, że każda postać w grze ma swoją własną osobowość, historię oraz problemy, z którymi musi się mierzyć. Ma to sprawić - często dość skutecznie - by wzmocnić w nas poczucie empatii, choć oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by każdorazowo iść ścieżką karnego aparatczyka państwowego. Jest to szczególnie ważne, ponieważ każda decyzja, którą podejmuje gracz, wpływa na rozwój całej historii i w efekcie - jak zapewniają twórcy - prowadzić do różnych zakończeń, które są właśnie wypadkową decyzji podjętych przez grającego.

Jednakże tym co chyba najbardziej przyciąga do tej gry to klimat, jaki udało się wykreować autorom tej produkcji tak za sprawą samej fabuły oraz rozgrywki, co również od strony przyjętej koncepcji wizualnej. Nie chodzi tutaj wyłącznie o dominującą w każdym aspekcie czerń i towarzyszące jej różne odcienie szarości. Otóż grafika na pierwszy rzut oka przypomina tą znaną z kreskówek, choć rzecz jasna wówczas na ogół jest ona zdecydowanie bardziej kolorowa. Jednak to zestawienie dramatycznych realiów życia bohaterów z nieco infantylną - wręcz karykaturalną - kreską w jakiś przedziwny sposób podkreśla sytuację, w jakiej muszą funkcjonować obywatele tego przerażającego państwa. Taki sposób prezentacji postaci w grze dodatkowo je odczłowiecza, sprawiając, że faktycznie wyglądają jak małe trybiki w wielkiej machinie. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na krótkometrażowy filmy z “żywymi” aktorami, promujący tę grę, który dobrze oddaje charakter całości.

Ale żeby już tak całkiem depresyjnie od czasu do czasu autorzy przemycają odrobinę humoru, choć mimo wszystko mogłoby go być więcej. Tym niemniej mimo dość odpychającej tematyki gra naprawdę wciąga, ponieważ w sposób naturalny chcemy pomagać innym ludziom w ich nierównym starciu z bezwzględnym aparatem państwowym, przez co siłą rzeczy angażujemy się emocjonalnie w ich losy. To chyba jest właśnie główna siła tych produkcji.